“Na jawie śnisz z otwartymi oczamiCo dzieje się między nami że nie poznałemTego kraju co otwiera ci bramyI dokąd nigdy wizy nie dostałemCi przez których przeszła muzyka Zdają się lasu gałęzią co drżyUginającą się pod ptakamiAle tyCi których wzrok się składa z nieprzeliczonych szlifów liczbyCi którzy żonglują funkcjami mgły Ci których paraboliczny umysł błyska jak lustroHipoteza to ich papieros skręconyAle tyTy milczysz z dłonią przy skroniI nie śmiem zapytać cię o nic”

Louis Aragon

Explore This Quote Further

Quote by Louis Aragon: “Na jawie śnisz z otwartymi oczamiCo dzieje się m… - Image 1

Similar quotes

“Chcę ci wyznać tajemnicę Czas jest tobąCzas jest kobietą Jest osobąPochlebioną gdy się pada na kolanaU jej stóp czas jak suknia rozpinanaCzas jak nie kończąca się włosów falaRozczesywana bez końcaCzas jak lustro co się w oddechu rozjaśnia i zmącąO świcie kiedy się budzę czas jak ty śpiąca czas jak tyJak nóż przebijający mi gardło Ach czy nazwę nareszcieTę udrękę czasu który nie odpływa tę udrękęCzasu zatrzymanego jak krew w naczyniu krwionośnymTo gorsze niż pragnienie nigdy nie spełnione niż nienasycenieOczu kiedy przechodzisz przez pokój i drżę z obawyBy nie prysło urzeczenieTo jeszcze gorsze niż przeczuwać cię obcąW ucieczceZ myślami gdzie indziej z innym już stuleciem w duszyMój Boże jakie ciężkie są słowa I tak być musiMoja miłości ponad rozkoszami miłości nieprzystępna dziś dla zagrożeńBijąca w mojej skroni mój pulsujący zegarzeKiedy wstrzymujesz oddech duszę sięW moim tętnie waha się i przystaje twój krokChcę ci wyznać tajemnicę Każde słowoNa mych wargach jest nędzarką która żebrzeUtrapieniem dla twych dłoni czymś co gaśnie pod twym wzrokiemWięc powtarzam że cię kocham bo mnie zwodziKryształ frazy nie dość jasny by zawisnąć na twej szyiWybacz mowę pospolitą Ona jestCzystą wodą która przykro syczy w ogniuChcę ci wyznać tajemnicę Nie potrafięOpowiedzieć ci o czasie który ciebie przypominaI o tobie nie potrafię ja jedynie tak udajęJak ci którzy bardzo długo stoją na peronie dworcaI machają jeszcze dłonią choć pociągi odjechałyAż im słabnie przegub ręki pod ciężarem nowej łzyChcę ci wyznać tajemnicę Ja się bojęCiebie tego co wieczorem każe podejść ci do okienTwoich gestów i słów jakich nie wymawia się zazwyczajPowolnego i szybkiego czasu boję się i ciebieChcę ci wyznać tajemnicę Zamknij drzwiŁatwiej umrzeć jest niż kochać i dlategoŻycie moje znieść umiałemMoja miłości”


“Nie, nie ludzie w naszym kraju nie mają umiejętności zrzeszania się i tworzenia wspólnoty, nawet pod sztandarem prawdziwka. To kraj neurotycznych indywidualistów, z których każdy, gdy tylko znajdzie się wśród innych, zaczyna ich pouczać, krytykować, obrażać i okazywać im swoją niewątpliwą wyższość.”


“Ktoś kiedyś napisał, że trudny byłby świat bez bogów; mnie zaś wydaje się niekiedy - jakże często - że z bogami jest trudniejszy, szczególnie z takimi, którzy zdają się - w wymiarach nadludzkich, rzecz jasna - umysły mieć raczej mieszańców, co do żadnej naprawdę nie przynależą społeczności - aniżeli obywateli, dla których salus rei publicae suprema lex jest.”


“Chociaż dzień przejrzysty i łagodnyUśmiecha się nad wieżą twojego szacunkuI powróciły jego kolory, burza cię zmieniła:Nigdy nie zapomniszCiemności kryjącej nadzieję, nawałnicyZapowiadającej twój upadek.Musisz żyć ze swą wiedzą.Z tyłu, daleko, na zewnątrz ciebie są inni,W nieobecnościach bez księżyca, o których nie słyszałeś,Którzy na pewno o tobie słyszeli,Istoty nieznanej liczby i rodzaju:I oni cię nie lubią.Powiedz, co im zrobiłeś?Nic? Nic nie jest odpowiedzią:W końcu uwierzysz - co możesz poradzić? -Że naprawdę, naprawdę coś zrobiłeś;Odkryjesz, że pragniesz ich rozśmieszyć,Będziesz tęsknił za ich przyjaźnią.Nie będzie nigdy spokoju.Więc walcz, z taką odwagą, jaką maszI po każdym ci znanym nierycerskim uniku,Zostaw przejrzyste miejsce w świadomości;Ich sprawa, jeśli jakąś mieli, jest teraz dla nich niczym;Nienawidzą dla nienawiści.”


“W małej jadalni, tuż obok, ujrzałem ojca, który chodził od jednej ściany do drugiej. Widać było, że jeszcze nie wypracował sobie odpowiedniej postawy, że nie był do końca gotów na tę okoliczność. Być może czekał, aż wydarzenia same się wyklarują, i że łatwiej mu będzie wtedy coś postanowić. Trwał tak, i stał jak nad przepaścią, niezdecydowany. Ludzie przechodzą od jednej sztuki do drugiej. W międzyczasie sztuka nie jest jeszcze gotowa, a ludzie nie potrafią dobrze jeszcze odróżnić jej zarysów, nie znają ról, jakie mają w niej odegrać, więc stoją tak, z opuszczonymi rękami, przed tym, co się dzieje na ich oczach, z instynktem złożonym jak parasol, poruszając się niezbornie, zredukowani do samych siebie, to znaczy, że zredukowani do nicości.”


“Niektórym się wydaje, że czubkiem można zostać ot tak, ni z gruchy, ni z pietruchy. Ze na przykład najspokojniej w świecie spacerujesz sobie z rodziną, aż tu nagle doskakujesz do drzewa i zaczynasz je kopać, dopadasz wózeczka i plujesz dzidziusiowi w ryło, podnosisz nogę i obsikujesz kulę kaleki, jednym słowem - odbija ci. Albo inaczej, zwyczajnie szykujesz się do spania, ucałowałeś rodziców, przyjaciół, żonę, dzieci, meble, oszczędności, ubranka, bojler, umywalkę, podeszwy swoich butów, muszlę klozetową. Po prostu dostajesz hyzia. Nie, nie i jeszcze raz nie. To może jeszcze inaczej - przeglądasz pocztę, popijając poranną kawę (zachowanie w normie, tylko trochę niezdrowe dla pęcherza) i trafiasz na wredny list na swój temat, anonim. Sklecono go przy pomocy liter powycinanych z różnych piśmideł, których nie czytujesz, pośrednio zmuszając cię tym sposobem do ich lektury. - Łajdaki! Nie uda się wam! - wydzierasz się z pianą na ustach i ciach! dostajesz kuku na muniu. Bo zachodzące w mózgownicy procesy chemiczne uległy zakłóceniu, jako że bolą cię zęby. Albo dlatego, że w dzieciństwie mamusia i tatuś nie kochali cię dość mocno, bo słońce grzeje coraz słabiej, a księżyc wchodzi przez okno dwanaście po północy. Nie. nie. nie. NIE. NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE. Kto jak kto. ale ja znam się na tym i mogę stwierdzić, że ci, którzy tak mówią, po prostu bredzą. Nigdy w życiu nie zająłbym tak eksponowanej pozycji, na samym szczycie hierarchii chorób umysłowych, gdybym nie poświęcał każdej sekundy na ciężką, wytrwałą, drobiazgową pracę nad sobą i swoimi uzdolnieniami. Jeśli człowiek nie stawia sobie wymagań, to do niczego nie dojdzie. Dzisiejsza młodzież chciałaby dostać świra - bo to całkiem fajne - ale bez tego wysiłku, który jest niezbędny. Owszem, być szurniętym to nic trudnego. Ale żeby zostać prawdziwym, wielkim, pierwszorzędnym szaleńcem, na to - wierzcie mi - trzeba się nieźle napocić. A czasami trochę wypić: nie jestem wymagający, trzy kieliszki wystarczą. Ale przede wszystkim, przede wszystkim, przede wszystkim - z czego nie zdajemy sobie sprawy i czego powtarzać nigdy dość - świrowanie to wynik zbiorowego wysiłku! Tak, koleżanki i koledzy, zatkało was, co? "Jak to? Wariowanie to zajęcie grupowe? Ten się chyba z głupim widział!" No dalej, lżyjcie mnie, nie żałujcie sobie. Och, przyznaję, że niełatwo to znieść, ale kiedy za twoimi plecami stoi murem zespól, wszystko staje się prostsze. A ja, czego nie należy zapominać, mam najlepszą ekipę na świecie. Byłem we wszelakich szpitalach, u najróżniejszych psychiatrów. Wszyscy połamali sobie na mnie zęby. Najbardziej nieustępliwi, którzy od pierwszego spotkania wyrokowali z okrutnym uśmieszkiem: "To nic takiego, nic poważnego, raz dwa wróci pan do siebie." No i co? Figa z makiem. Jak wysiadają ci mądrale, teraz, gdy nikt, nawet najciemniejsza z pielęgniarek nie może zaprzeczyć, że jestem przykładem najwspanialszego, najelegantszego, najosobliwszego obłędu w stylu francuskim z końca dwudziestego wieku? Ale ja nigdy, przenigdy nie zapominam, nawet gdy piję samotnie, że udało mi się dzięki innym, dzięki mojemu zespołowi. To on przypominał mi nieustannie, że świat jest przeciw mnie, że ludzie chcą moich pieniędzy i mojej śmierci, że nie spoczną, dopóki nie wymażą mnie z listy żyjących. Dziękuję. Dziękuję wam wszystkim.”